Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrody na dachu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrody na dachu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Ogród na dachu...

9-10 czerwca, odbyła się w Londynie, kolejna edycja Open Garden Weekend, czyli weekend otwartych ogrodów. W trakcie którego pasjonaci ogrodów, i ogrodnictwa wszelakiej maści mają możliwość zwiedzenia wielu ogrodów, zazwyczaj niedostępnych zwykłym śmiertelników.
W tym roku udało mi się zwiedzić, kilka z nich, a na pierwszy ogień wybrałam dla Was chyba ten najbardziej spektakularny...Cannon Bridge roof garden, czyli niesamowity ogród na dachu.


Wysoko na dachu Cannon Bridge House znajduje się ponad 4000 m2 zielonej przestrzeni, którą dopełniają niesamowite widoki na kultowe londyńskie zabytki.



Cannon Bridge House stoi na miejscu wybudowanej w 1866 roku, i położonej tuż nad brzegiem Tamizy stacji Cannon Street ( obecna stacja metra o tej samej nazwie została przeniesiona kilkaset metrów dalej w głąb ulicy).


Orginalna struktura została zaprojektowna przez Sir John Hawkshaw, John Wolfe-Barry, a dwie charakterystyczne wieże przez znanego Wam już Sir Christophera Wrena, od którym pisałam min tu. Wieże wznosiły stalowo-szklaną strukturę dachu, która chroniła perony pociagów przed warunkami atmosferycznymi. Konstukcja dachu była praktycznie ideanym półokręgiem, i o tyle nietypowa, że w trakcie II Wojny Światowej usiłowano ją chronić...
Dach zdemontowano, i wywieziono go do fabryki, w której powastał. Niestety samą stację, oraz fabrykę mocno zbombardowano, a z wojennej pożogi ocalały tylko dwie wieże, wpisane na liste zabytków.
Obecnie okalają one bardziej nowoczesny budynek biurowy, i nadają wyjatkowego charakteru ogrodowi, który znajduje się na dachu biurowca.



Sam ogród, to triumf bioróżnorodności. Znajdziemy tu idealnie wypielęgnowana trawniki, a także, a właściwie przede wszystkim różnorodne rośliny, te znane, i mniej znane.


Głównym elementem ogrodu, są idealnie wypielęgnowane angielskie trawniki. Też uwielbiacie ten moment, kiedy to  świeżo przystrzyżone, i ułożone żdzbła tworzą idealne linie?


Każda z rabat kwiatowych okalająca spore trawniki. Ma inny charakter.


Z jednej strony znajdziemy tu egzotczne Kukliki, Polygale, Rozmaryny, Hebe, czy plecione Wierzby, a wszystko to jest podsadzone nie tak zwykłymi Gerberami.


Z drugiej strony rosną tu swojskie Róże, Łubiny, Szałwie, Kukliki, czy moje ostanio ulubione Astrantie.


Gdzieniegdzie na żwirowych rabatach przycziły się kolczaste Opuncje.


A w cienistym zakątku, tuż pod schodami. Zdala od piekącego słońca, i silengo wiatru ukryły się paprocie drzewiaste, wraz z Bromeliami.


Sam ogród ciężko jest wcisnąć w jakieś ogrodowo-stylistyczne ramy. Uporządkowane trawniki, równo przystrzyżone żywopłoty przywodza na mysl typowe angielskie ogrody. 




Z drugiej jednak strony zaskakujące połączenia roślin, często pozornie do siebie niepasujących do siebie tworzą  razem swoisty eklektyczny styl niepasujący do wielkomiejskiego szyku centralnego Londynu.


Całą przestrzeń zaranżowano na stosunkowo niewielkiej warstwie ziemi (przepraszam ale nie mogę sobie przpomnieć ile dokładnie cm ma podłoże), dlatego brak tu wysokich drzew, czy krzewów. A całości dopełnia centralny sytem nawadniania który stanowczo ułatwia prace w tym miejscu.


Ogród jest integralnym elementem biurowca - Cannon Bridge House. Został stworzony z myslą o jego pracownikach. By w zabieganym programie dnia mogli chociaż chwilę oddetchnąć na łonie natury.


Niestety jak dowiedzieliśmy się od głównego Ogrodnika, bardzo rzadko wykorzystywany jest on przez pracowników biurowca. A wielu z nich nawet nie wie o jego istnieniu. 


W chwili obecnej, by zarobić na swoje utrzymanie wynajmowany jest on na różnego rodzaju imprezy okolocznościowe.


Jaka będzie jego przyszłość, czas pokaże. Czy przetrwa, i dojrzeje? Czy zniknie z powierzchni dachu dyktowany rachunkiem ekonomicznym?


Osobiście ogród bardzo mi się spodobał, i cieszę się, że mogłam go odwiedzić. Ma on niesamowitą wręcz atmosferę. Daje poczucie spokoju, i oderwania się w centrum tętniącego życiem miasta. A z ogrodniczego punktu widzenia, jest on ucztą dla ogrodniczego serca. 


Ciekawi mnie Wasza opinia, na temat tego miejsca. 
Chcielibyście pracować w takim miejscu, gdzie na dachu kryją się takie cuda?


Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO

sobota, 12 marca 2016

Nowy ogród w Londynie - Crossrail Roof Garden

Londyńska metropolia cały czas się rozwija, to co do niedawna było jeszcze niepozornym nieużytkiem, za chwile może stać się najbardziej pożądana działką w mieście.
Powstają mieszkania, szkoły, biurowce... przybywa ludzi, z  całego świata....Ale tych wszystkich 8,5 miliona ludzi trzeba jakoś po tym mieście przewieźć.
Budują zatem londyńczycy, i nie tylko, nową linie metra tzw Crossrail, której całkiem niedawno nadano wdzięczne imię Elizabeth, i uroczy liliowy kolorek.
Kopia, borują, i wiercą... Głównie pod ziemia, ale tuż nad nią wyrastają nowe lśniące stacje metra.


Chyba najładniejszą z nich, i najczęściej komentowana jest ta w dzielnicy Canary Wharf  (nowego centrum biznesowego Londynu). A wszystko to za sprawa nowego ogrodu, który powstał na jej dachu.


Trzy poziomy nad linia brzegowa doków, bo  Canary Wharf to ciekawie zagospodarowane stare doki,  wznosi się długa na 310 m trójkątna, drewniana struktura, której dach (nie w całości) został pokryty specjalnym rodzajem plastikowych paneli (ETFE).

By Salimfadhley (Own work) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

W miejscu w którym pełno jest szklanych domów, a bardzo mało publicznej zieleni, każdy nowy skrawek zieleni jest na wagę złota.


Zarówno ogród jak, i budynek nawiązuje do miejsca w którym powstał tzw. West India Dock.

W XVIII i XIX wieku liczne podróże morskie zapaliły umysły wielu badaczy, i miłośników roślin.
W tym okresie do Wielkiej Brytanii, na statkach West India Dock Company, przypłynęło najwięcej nieznanych do tej pory roślin, które zmieniły obraz nie tylko Wielkiej Brytanii, ale tez całej Europy.


To właśnie te podróże w nieznane były inspiracją dla współczesnych twórców ogrodu.  Sama konstrukcja stacji, oraz ogrodu na dachu ma nawiązywać do kontenerowca, stąd też jego długi i stosunkowo wąski kształt. Sam dach nawiązuje zaś do tzw. Wardian Case (mini szklarenki) bez której większość roślin nie przetrwałaby długiej podróży.


Ogród został podzielony na dwie części tzw zachodnia, i wschodnia.



Zachodnia część ogrodów, jak łatwo można przewidzieć została zainspirowana zachodnia półkulą, wraz z Australią i Nową Zelandią (Przyznam się szczerze że jest to dla mnie dość dziwne połączenie).
Królują tu zatem Paprocie drzewiaste (Diksonia sp.) pochodzące z lasów Australii, i Nowej Zelandii.
Ambrowce (Liquidambar) - charakterystyczne drzewa USA, i Meksyku, oraz Chruściny jagodne (Arbutus unedo), w naturze występujące min w Irlandii! Te bardzo niepozorne drzewka produkują przepyszne owoce, w smaku przypominające truskawkę.


Wschodnia strona ma już zupełnie odmienny charakter, który silnie nawiązuje do Orientu.
Znajdziemy tu głównie różnego rodzaju Babusy: Phylostachys nigra, i Phylostachys lutea o odpowiednio czarnych, i żółtych pędach, są także Sasy (Sasa vetchii), które z daleka przypominają trawy.


W części orientalnej nie mogło zabraknąć oczywiście Klonów palmowych (Acer palmatum) oraz Magnolii.


W czasie kiedy odwiedziłam ogród (jakieś 3 tyg. temu) kwitły już przepiękne Magnolie japońskie (Magnolia kobus), które rzadko widuje w ogrodach przydomowych, a szkoda bo są stosunkowo najmniej kapryśne ze wszystkich Magnolii, które znam.


Obok nich wypatrzyłam mój ulubiony gatunek Magnolii - Magnolie wielkokwiatowa (Magnolia grandiflora) prawdziwa rzadkość w polskich ogrodach, która o tej porze roku posiadała jeszcze zeszłoroczne owoce.


Zwieńczeniem ogrodu jest malutki amfiteatr, w którym każdy kto ma ochotę może zaprezentować swoje umiejętności muzyczne.


Ogród jest jeszcze bardzo młody, i sprawne oko dobrego Ogrodnika wychwyci kilka większych, lub mniejszych  niedociągnięć min. nie do końca dobrze ustawiony system irygacji. Mimo to jest ciekawy, i bardzo przyjemny w odbiorze.
Mała ilość zwiedzających daje możliwość do wyciszenia, i zastanowienia się nad historia doków, i ludzi którzy w nich pracowali, a nie była to lekka, i przyjemna robota...


Zachęcam Was zatem do odwiedzenia tego miejsca, ja chętnie tu jeszcze kiedyś wrócę. Może tylko o innej porze roku...


Jeśli chcielibyście przeczytać jeszcze o innym ogrodzie na dachu zapraszam TUTAJ na wycieczkę po Sky Garden. Niby architekci Ci sami, a wrażenia zupełnie inne.

Pozdrawiam serdecznie
XOXOXO