sobota, 1 kwietnia 2017

Ogrody Luxemburga.

To miał być wpis o czymś zupełnie innym. Jednak w ramach przeprowadzki wszystkie zdjęcia, do zaplanowanego posta zostały utracone, może nie na wieki, ale przynajmniej na jakiś czas. Zostały złożone do pudła,  którego w morzu innych pudeł, rozlanych po dwóch domostwach nie mogę nijak zlokalizować.


Dzisiejszy post będzie zatem inny. I nie będzie wbrew pozoru żadną zapchaj dziurą. Miał się pojawić tylko trochę później. Ale może to jednak dobry moment by opublikować go teraz.
Bo jakaż jest lepsza chwila na opowieść o wiośnie w Luksemburgu, jak nie początek wiosny właśnie.


Do miasta Luksemburg, w państwie Luksemburg wybrałam się na początku miesiąca, kiedy to jeszcze wiosna na kontynencie budziła się do życia.


W ogóle cała nasza przygoda z tym miastem to czysty przypadek. Zaczęło się od pomysłu, potem były tanie bilety, a na końcu hotel. Jadąc w tamtym kierunku, nie miałam zupełnie żadnej wiedzy na temat tego niewielkiego państwa. Ciężko zależeć jest bowiem, jakikolwiek przewodnik na jego temat, a i internet nie przychodzi tu z pomocą.

Rzeka Alzette

Co zaskakuje w Luksemburgu, to jego położenie, dawna twierdza, zyskała teraz unikalny tarasowy charakter.
Stare miasto zamknięte w obrębie dawnych murów, rozlewa się poza nie swobodnie na otaczające go wzgórza, na których jak grzyby po deszczu wyrastają nowe budynki.


Miasto jak na stolicę państwa, jest raczej niewielkie. W 20 min dojedziemy ze ścisłego centrum, aż pod drzwi lotniska, dodam tylko, że jest to czas mierzony transportem publicznym. Dodatkową zaletą jest darmowość tegoż transportu w soboty, i niedziele.

Barrio Grund
Samo Centrum jest urocze, klimatem przypominające mi Stary Kraków. Wygląda jak wycięte ze starej pocztówki.  W obrębie murów, przestrzeni jest raczej niewiele, dlatego wszystkie wolne skrawki zostały wykorzystane do granic możliwości.

W tle najsłynniejszy, i niestety remontowany w trakcie naszego pobytu Most Adolfa.

Tuż poza murami znajdują się ciekawie zaaranżowany ogród tarasowy.


Znalazło się tam miejsce na ogród warzywny, rabaty kwiatowe,  czy miejsce dla pszczół. Jest też malusieńka winnica.


A wszystko z lotu ptaka wygląda właśnie tak.


Kto jest właścicielem tego niezwykłego przybytku, nie mam pojęcia. Próżno też szukać o nim informacji w przewodnikach.


W całym mieście widać dużą inspirację ogrodami włoskimi. Na każdym kroku znajdziemy topiary, i strzyżone obwódki bukszpanowe, które już teraz z pewnością wypełniają się dużą ilością wiosennych roślin cebulowych.


Jak zatem określiłabym Luksemburg? Na pewno jako aspirujący. Chętnie łączący tradycje z nowoczesnością. Bardzo klimatyczny, i niestety bardzo drogi.


Jacy są Luksemburczycy? Przede wszystkim dumni ze swojego pochodzenia. Na każdym kroku widać portret pary książęcej, oraz powiewającą luksemburską  flagę. Niestety podobnie jak inni mieszkańcy Benelux są raczej osobami oschłymi w kontaktach, z innymi ludźmi, zwłaszcza turystami.


Czy polecam? Stanowczo TAK, ale raczej jako krótki jednodniowy wypad, lub romantyczny weekend we dwoje. Niestety z dziećmi, i to tymi mniejszymi nie ma tu za wiele do roboty .
Ale chociażby tylko dla takich widoków naprawdę warto!


Pozdrawiam serdecznie,
XOXOXO

2 komentarze :