wtorek, 19 września 2017

Liriope...

To miał być post o kolorowych pomidorach, które w tym roku uprawiam w donicach. Jednak przyznam się szczerze mam mały problem ze zdjęciami. Z jakiś niewiadomych przyczyn, za nic w świecie nie chcą się załadować do gotowego już postu.
Zmieniam zatem taktykę, i trochę tematykę. Dziś napisze o roślinie, która codziennie wita mnie w Londynie, po wyjściu ze stacji..


Liriope muscarii, czyli Liriope szafirkowate.  Zimozielona bylina, która tworząca zwarte, gęste kępy. 
Spomiędzy kępy gęstych , taśmowatych, i ciemnozielonych liści jesienią wyrastają fioletowe,kłosowate kwiatostany. 


Ich kolor jest dość ciężki do określenia, i uchwycenia w aparacie. Na każdym zdjęciu wygląda inaczej. Czasami aż oczy bolą...  Jedyne co jest pewne to ich intensywnie fioletowy odcień.  Kwiaty zaczęły pojawiać się na roślinie gdzieś od końca sierpnia, i będą utrzymywały się na niej przez całą jesień, aż do pierwszych mocniejszych mrozów.
Pąki  przypominają mi malutkie kuleczki, przylepione do długich wstążek, które z czasem zamienia się w czarne owoce, nadal zdobiące roślinę.


Sama roślina, jest raczej mało wymagająca. Dobrze rośnie w kwaśnych wilgotnych glebach.  Starsze okazy dobrze znoszą susze. Pamiętać należy ze Liriope rozmnaża się przez rozłogi. Z czasem z niewielkiej rośliny uzyskamy sporych rozmiarów kępę.

Świetnie nadaje się na różnego rodzaju obwódki, a także do okrywania ziemi pod dużymi krzewami, oraz drzewami. Dobrze rośnie także w dużych pojemnikach.
W zimniejszych regionach Wielkiej Brytanii zaleca się, osłaniać roślinę na zimę. Niestety w Polsce nie jest ona mrozoodporna...

Ale, ale... jeśli zdążyliście zapałać do tej rośliny wielka nieokiełznaną miłością. I tak się zdarzyło ze mieszkacie w Polsce, nie poddawajcie się jeszcze. Na rynku ogrodniczym istnieje  jeszcze jedny gatunek Liriope spicata.  O mniejszych, bardziej niepozornych, ale równie pięknych kwiatach.

W wyspiarskich warunkach, jest praktycznie całkowicie mrozoodporna, a i w Polsce radzi sobie bardzo dobrze, w szczególności w cieplejszych regionach kraju.



Od kliku lat obserwuje wzmożone zainteresowanie tymi roślinami. W chwili obecnej bardzo często wykorzystywane są w zieleni miejskiej, głównie ze względu na ich niskie wymagania pielęgnacyjne, oraz atrakcyjne kwiaty, w porze roku, w której trudno o coś tak intensywnie fioletowego.

Wszystkie zdjęcia zrobione zostały roślinom rosnących  w metropolii, i jak widzicie radzą sobie świetnie.



Zapraszam do podzielenia się Wasza opinia na temat tych roślin, a ja wracam do walki z pomidorowymi zdjęciami.
Pozdrawiam Was serdecznie.
XOXOXO



piątek, 8 września 2017

Tegoroczne jednoroczne



Lato powoli dobiega końca, w Wielkiej Brytanii prawie go nie było. No cóż... taki mamy tu klimat.
W ogrodach powoli zaczynają królować typowo jesienne kwiaty. Dlatego przyszła już najwyższa pora by rozliczyć wiosenne, oraz letnie rośliny jednoroczne. 

Na pierwszy rzut pójdą wytworne Cynie -  Zinnia elegans.   Moja przygoda z Cyniami zaczęła się jakieś 2 lata temu. Wcześniej wydawały mi się jakieś takie nijakie. Potem u Naszego dostawcy nasion odkryłam odmiane  'Queen Red Lime' o ciekawych dwukolorowych kwiatach. Pisalam o niej tutaj KLIK

W tym roku wysialiśmy dwie nowe odmiany, intensywnie różową 'Luminosa'. 
Jaki się póżniej okazało to chyba najbardziej różowy odcien różu, jaki kiedykolwiek widziłam u tych roślin.  Same kwiaty są też bardzo duże ok 10 cm średnicy, przez co świetnie nadają się do bukietów.
Rosliny same sobie sa także wysokie, dorastające do 90 cm wysokosci, przy czym nie lamia sie nawet w trakcie silnych angielskich wiatrów. Kwitną obficie, i nieprzerwanie od Czerwca aż do teraz. I nic nie zapowaiada by szybko mialy zakonczyć kwitnienie.


Podobnie jest tez z druga odmiana Cynii - zieloną 'Envy'. Gdyby w opisie 'Luminosa' zmienić kolor barwy kwiatów z różowego na zielony, wszystkie inne cechy zgodziłyby się w 100% . Nie będę się zatem zbytnio rozpisywać. Zapraszam zatem do podziwiania kwiatów poniżej. 

Obie odmiany okazały się praktycznie bezproblemowe, nie chorowały, i nie miały szkodników. Rosły, i nadal rosną bezproblemowo.Pewnie zabije je dopiero pierwszy przymrozek. Jedyne co potrzebują to sporej dawki wody. 
Wiele osób poleca wysiewać je bezpośrednio do gruntu. Nasze co roku wysadzane są z  wcześniej przygotowanej rozsady, i wydaje mi się , ze w ten sposób lepiej rosną. 


Roslina, która pozywtywnie zaskoczyla mnie w tym roku jest Żeniszek meksykański odmiany 'Dondo White' - Ageratum houstanianum 'Dondo White'. Sczerze nie wiem co mnie opentało wczesną wiosną by zamówić Żeniszki, i to w dodatku białe.  Chyba odleciałam trochę na fali 'Zamawiam wszystko jak leci z listy, które może, i jest rośliną pożytkowa pszczół'.

A jak juz przyszly, to wysialam dziadygi. W dodatku, od razu całą paczkę. Wzeszlo tego tyle, ze z powodzeniem obdzieliby polowe ogrodniczych zapalenców Londynu. 


Początkowo szło im niemrawo, żeby nie powiedzieć marnie. Brak słońca sprawił, że mimo najlepszej opieki nie chciały wogóle rosnąć... Pewnego czerwcowego popołudnia nastąpił jednak przełom. Wyrosly i to jak! Na pół metra! Kwitną białą chmurą. I znów zabije je dopiero pewnie pierwszy mróz. 

Średnio w tym roku spisały się Nagietki. Zarówno to 'dzikie', jak, i te odmianowe. Z niewiadomych przyczyn nie chciały wogóle rosnąć. Kiedy w końcu strzelily do góry dopadły je mszyce, i taki był ich smutny koniec. A szkoda bo odmiane która w tym roku wybrałam 'Snow Princess' miała naprawdę ciekawy  pestelowo - żółty odcień. O tym jak rosły w zeszłym roku możecie poczytać tutaj KLIK.


 Jak co roku nie zawiodly Nasturcje - Tropaeolum majus, oraz  Aminek egipski odm. 'Green Mist'  - Ammi visnaga 'Green Mist'. W tym momencie oba gatunki, na naszych rabatach to właściwie całkowite samosiejki.  Kilka lat temu celowo wisialiśmy je na nasze rabaty. Teraz z powodzeniem wracają każdego roku. Są mało wymagające, i praktycznie bezobsługowe.
Pozwalamy im rosnąć praktycznie gdzie chcą, dopóki nie zakłucają wcześnie ustalonej kompozycji.


Ponieważ oba gatunki sieją się same, czas ich wschodów, a co za tym idzie czas ich kwitnienia też jest różny. W chwili obecnej to chyba jest już ich trzecie pokolenie. 


Oprócz powyżych roślin, na rabatach kwitły także Lewkonie letnie (Matthiola incana) oraz Floks drumonda (Phlox drumondii), a także z samosiejek Ogórecznik lekarski (Borago officinalis), oraz Maczek kalifornijski (Eschscholizia californica), które niestety w tym roku nie zachwyciły.

Wszystkie wyżej wymienione rośliny polecam jako rośliny pożytkowe pszczół, i innych owadów, bo właśnie pod tym względem zawsze wybieram jednoroczne do ogrodów.

Jeśli chcielibyście uzyskać jednoroczne rośliny kwitnące bardzo wcześnie - polecam jesienny wysiew nasion. 
Ale o tym już niedługo...
Pozdrawiam.
XOXOXO

czwartek, 24 sierpnia 2017

Gunnera olbrzymia.


Sadziec z poprzedniego postu (jeśli jeszcze go nie czytaliście zapraszam tutaj KLIK) to nie jedyna ogromna bylina ogrodowa, która rośnie w mojej pracy. Pod względem wielkości na głowę bije go, Gunnera olbrzymia syn. Przeplin olbrzymi (Gunnera manicata).

Chociaż pokrojem przypomina bardziej krzew, tak naprawdę jest jedna z największych bylin, które możemy uprawiać w Naszych ogrodach.


Pochodząca z Ameryki południowej roślina, przy dobrych wiatrach może dorastać, do 3 m wysokości, i prawie 4 szerokości. Jednakże nawet w dość łagodnym klimacie Wysp Brytyjskich nie spotkałam się jeszcze z tak ogromnym okazem. Zwykle ich wielkość zamyka się w granicach 
2 - 2,5 m.

Charakterystyczna cecha Parzeplinu są oczywiście jego liście, i to ze względu na nie są uprawiane. 
Ich średnica może osiągać nawet do 2 m średnicy. Na zdjęciu poniżej dla porównania moja dłoń, i liść Gunnery, który nie zmieścił się w całości w kadrze...


Liście Przeplinu, są dość sztywne w dotyku, i niezbyt przyjemne.  Patrz, podziwiaj, i nie dotykaj. 
Zarówno nerwy, jak i ogonki liściowe pokryte są licznymi kolcami. 


Kwiaty są niezbyt atrakcyjne, nadal jednak sporych rozmiarów. Wyrastają bezpośrednio z karpy liściowej, a z daleka przypominają ogromne szyszki. 


Jesienią (zwykle po pierwszych przymrozkach) liście zamierają. Należy wówczas roślinę zakopcować, wcześniej otulając ją słomą. Wszystko dobrze przykryć jeszcze zimowa agrowłókniną. Pod tak ciepłą kołderką roślina powinna przetrwać zimę bez większych uszkodzeń, nawet w tych zimniejszych regionach Polski.

Nasze dwie staruszki, zimują zupełnie bez okrycia... Zahartowane rosną u nas już kilkanaście lat, a i mrozy to u nas to raczej rzadkość.  Poniżej zdjęcie zrobione kilka lat temu, w styczniu.


Gdzie zatem sadzić Przeplin?  Przede wszystkim w miejscach osłoniętych od zimnych wiatrów. Słonecznych, do pól-cienistych. Wymaga  gleb żyznych, i wilgotnych. Wodę pije jak koń, a może raczej jak słoń, dlatego w  bezdeszczowe lata wymaga regularnego podlewania.

To właśnie te wymagania wodne sprawiają, ze najlepiej rozwija się na brzegach stawów, i oczek wodnych. Dobrze wygląda także jako soliter, i w miejscach gdzie swobodnie może się rozwijać. Świetnie nadają się do zadarniania, przy takich rozmiarach zagłuszy nawet największe chwasty.


Gunnere możecie podziwiać, w Polsce miedzy innymi w krakowskim, i wrocławskim Ogrodzie botanicznym. W Anglii rośnie praktycznie w każdym większym założeniu ogrodowym.

Przeplin pamiętam jeszcze z moich zamierzchłych czasów studenckich spędzonych w Krakowie. Mniej więcej w tym czasie dotarł do krakowskiego ogrodu botanicznego, jako niewielka sadzonka. Obchodzono się z nim tam jak z jajkiem, i zachwalano na każdym kroku. Jednak na 30 -tu rozkrzyczanych studentkach wywarł raczej marne wrażenie... No cóż nie w głowach nam były wtedy Gunnery...


Pozdrawiam serdecznie, i jak zwykle czekam na Wasze opinie na temat Przeplinu olbrzymiego.
XOXOXO

czwartek, 17 sierpnia 2017

Sadzicie Sadziec?

Sadziec to jedna z wielu roślin, które nieuchronnie zwiastują koniec lata. A te w Wielkiej Brytanii (w przeciwieństwie do Polski) było, i jest wyjątkowo krótkie, i deszczowe.


Sadziec purpurowy, z łacińska zwany Eupatorium purpurem, to wyjątkowo niewymagająca, łatwa w uprawie, i jednocześnie spektakularna bylina.

Należąca do rodziny Astrowatych (Asteraceae) roślina może, uwaga, dorastać do prawie 2 metrów wysokości. Tworząc przy tym obficie kwitnące, i zwarte kępy.


Kwitnie w sierpniu, i wrześniu, ale w tym roku pierwsze kwiaty pojawiły się na roślinie już końcem lipca.  Kwiaty są największą ozdobą rośliny, pojedyncze są raczej niewielkie,w kolorze zgaszonego różu. Zebrane jednak w spore wiechy,  robią spore wrażenie.


Charakterystycznym elementem Sadźców, są ich czerwono- purpurowe łodygi, z duzą ilością silnie ząbkowanych liści.


Jak już wcześniej wspomniałam rośliny są wyjątkowo mało wymagające, i łatwo dostosowujące się praktycznie do każdych warunków, jednak na lekkich glebach może przysychać, dlatego w okresach suszy warto dodatkowo ja podlewać.


Po raz pierwszy z Sadźcem zetknęłam się dopiero w trakcie mojej pracy w Wielkiej Brytanii. Malutka sadzonka - a właściwie jeden pęd z kilkoma korzeniami, przywleczony przez jednego z naszych wolontariuszy szybko przystosował się do panujących wokół niego warunków, i z każdym rokiem zaczął pochłaniać kolejne elementy rabaty.


Mój stosunek do niego by ambiwalentny, taka typowa 'love hate relationship' , czyli krótko mówiąc kochałam go nienawidzić. Nie zliczę ile razy próbowaliśmy go wytępić. Jednak co roku odrastał ze zdwojona siłą. W końcu poddaliśmy się, jego wola przeżycia wygrała.


Pokochały go jednak nasze pszczoły, które w słoneczny dzień obsiadają prawie każdy kwiat. I może przez te pszczoły, dla których Sadziec stał się cennym źródłem pożywienia mój stosunek do niego w chwili obecnej bardzo złagodniał, i powoli zaczynam doceniać jego walory.


Sadziec świetnie nadaje się do ogrodów naturalistycznych. Ze względu na swoje rozmiary jest ciekawą rośliną osłonową. Dobrze wygląda też zestawiona z różnego rodzaju trawami, i niskimi krzewami.


Czekam na Wasze opinie o tej roslnie. 
Macie, sadzicie?
Lubicie, a może wręcz przeciwnie?
Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO

sobota, 5 sierpnia 2017

Kilka słów o Powojniku pnącym (Clematis vitalba).

Clematis vitalba to jedyny rodzimy gatunek Powojników naturalnie występujących na terenie Wielkiej Brytanii, głównie na południu wyspy. Co ciekawsze, jest także gatunkiem występujący w florze POLSKI.
Przyznam się szczerze, że dopiero tu, w UK odkryłam ten gatunek. Może dlatego że nigdy nie udało mi się spotkać go wśród roślinności podgórskiej mojej rodzimej miejscowości.


Na Wyspach nie da się go przeoczyć. Rośnie gdzie popadnie. Głównie na różnego rodzaju nieużytkach, drogowych poboczach, czyli wszędzie tam gdzie roślinność może sobie szczęśliwie, i niezakłócenie koegzystować z otoczeniem.

To energiczne pnącze, możemy często znaleźć porastające rożnego rodzaju zarośla, a nawet drzewa. Preferuje wapienne gleby, a tych w mojej okolicy nie brakuje. Rośnie zatem  ze zdwojoną silą.  Gdy uda wydostać się mu poza naturalne siedliska, uważany jest często za bardzo inwazyjny chwast. Niestety jego siła wzrostu nie jest wówczas mile widziana...


Anglicy nazywają go często Traveller's joy, lub Old's man beard. A wszystko to ze względu na charakterystyczne (dla wszystkich Powojników) puszyste owoce urozmaicające smutne listopadowe pobocza.


Ale ale zanim o owocach, najpierw przyglądnijmy się liściom i kwiatom Powojnika pnącego.

Liście: Podobne do wielu innych Powojników, z tej samej grupy (Vitalba).  Złożone z 3-5 jasnozielonych listków. Listki są wyraźnie powcinane.


Kwiaty:  Kremowobiałe, male kwiaty ok 2 cm średnicy. Bardzo liczne, z wyraźnie widocznymi pręcikami. Z pozoru wydaje się ze kwiaty posiadaj 4 płatki. W rzeczywistości są to działki kielicha. Tak wiem mało to istotne, jednak pisząc bloga zawsze staram się pozostać wierna botanicznej prawdzie.  Kwitnie bardzo obficie od VII do IX.


Zaletą tego Powojnika jest jego całkowita mrozoodporność. Łatwość adaptacji do różnych warunków uprawy.  Jest także wyjątkowo cennym gatunkiem dla wielu owadów, które chętnie odwiedzają jego niepozorne kwiaty.

Jak zatem wykorzystać Clematis vitalba w Ogrodzie?
Przede wszystkim do okrywania dużych przestrzeni, a także altan, pergoli, czy wysokich ogrodzeń.
W terenach miejskich świetnie nadaje się np. do obsadzania ekranów akustycznych.


Jeśli jednak za bardzo rozpanoszy się w Waszym ogrodzie, można bez żalu przyciąć go praktycznie w każdym momencie.  Co kilka lat zaleca się ciecie odmładzające.

Jak zwykle czekam na Wasze opinie, tym razem na temat Powojnika pnącego.
Skusicie się na niego? A może macie go już w swoim ogrodzie?
Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO


czwartek, 20 lipca 2017

Ogrody Pałacu Lamberth

W zeszłym tygodniu miałam okazję zwiedzić Ogrody przy Pałacu Lamberth.
Jeśli zatem chcielibyście się dowiedzieć jak było zapraszam do zaparzenia sobie filiżanki herbaty, i zapraszam do lektury.


Na początek trochę nudnej historii, oraz trochę wyjaśnień kto jest kim, w mojej dzisiejszej opowieści.


Nie wiem czy wiecie, ale w państwie brytyjskim, występują nie jedna, nie dwie, ale trzy najważniejsze osoby. Po pierwsze i najważniejsze, jest oczywiście Jej Królewska Wysokość, Królowa Elżbieta II córka Króla Jerzego VI oraz  Elżbiety Angela Marguerite Bowes - Lyon, następnie Premier Teresa May, oraz głowa kościoła anglikańskiego Arcybiskup Canterbury Justin Welby.



Od zawsze kolejni Arcybiskupów  Canterbury, mieli, i nadal maja wpływ na politykę Zjednoczonego Królestwa, stad tez położenie samego Pałacu Lambeth na południowym brzegu Tamizy, tuż na przeciwko Pałaców Westminister.


Około 800 letni pałac jest ciekawostka architektoniczna sama w sobie, i w swoich komnatach mieści sporo rożnego rodzaju skarbów.


Mnie najbardziej zainteresowały pięknie ilustrowane książki, podróżnicze z XVI i XVII w.


Co ciekawsze od tyluż też lat, płac, jest nadal zamieszkiwany przez kolejnych Arcybiskupów Canterbury.


Jak podaje sam, raczej dość skromny przewodnik.Pierwszy ogród przypałacowy istniał tutaj już w XII wieku, przy ówczesnym pałacu. W chwili obecnie ogród jest najstarszym, nieprzerwanie pielęgnowanym ogrodem w kraju! Pracuje tu tylko 3 Ogrodników, do pomocy maja rzesze wolontariuszy.


Początkowo ogród miał formalny, parterowy układ, jednak w końcu XVII wieku ówczesny Arcybiskup - Moore, podążając za moda tamtych czasów przebudował ogród na angielska modle. Oryginalny układ ścieżek, i rabat zachował się jednak do dnia dzisiejszego.


Ogród obejmuje obecnie powierzchnie, ok 10 akrów, czyli o 4 hektarów, i jeszcze do niedawna był praktycznie niedostępny dla zwykłych śmiertelników.


W tym roku, po raz pierwszy ogrodowe wrota otwarły się dla szerszej publiczności. W każdy 1 piątek miesiąca pomiędzy Kwietniem a Wrześniem, ogród za niewielka oplata £5 dostępny jest dla wszystkich.  Dochód ze sprzedaży biletów, przeznaczony jest za każdym razem na inna organizacje charytatywna wspierana przez Arcybiskupa.


Do pałacowych ogrodów wkraczamy przez zbudowana w 1490 r. wierze Mortona.


Mijamy niewielki avant-cour, czyli swojski przeddziedziniec z cudnie wypielęgnowanym trawnikiem.


Mijamy druga bramę, i wchodzimy na dziedziniec główny.


Naszym oczom ukazuje się gówna bryła pałacu, ogromne stare drzewa figowe, oraz Magnolie.
Aż żal za serce łapie ze nie przyszłam tu w Kwietniu, dla tych drzew na pewno byłoby warto. Szczególnie, że jedna z nich kwitnie podobno na żółto - Magnolia 'Elizabeth'.  Drzewa podsadzone są Pachysandra terminalis, oraz rożnymi odmianami Ciemierników.



Figi odmiany 'White Marseilles', to jedne z najstarszych drzew w tym Ogrodzie. Sa po prostu ogromne! Największe jakie kiedykolwiek widziałam. Co ważniejsze, co roku obficie owocują.

Spójrzcie na ten  pień!
Mury, i zabudowania głównego dziedzińca obsadzono rożnego rodzaju mieszanka roślin. Największe wrażenie robią kwitnące Oleandry, które uwaga rosną tu, i zimują w gruncie. Ach ten  zapach...


Mijamy tzw Ogród Holenderski - znów pełen Ciemierników (Helleborus sp.), Dereni jadalnych (Cornus mas), oraz różnych odmian Róż (Rosa sp.); Sad; oraz sporych rozmiarów Tulipanowiec (Liriodendron tulipifera).


Wchodzimy na najciekawsza moim zdaniem, i najbardziej cześć ogrodu tzw Taras - lub jak kto woli wzniesiona Różankę.


Taras to tak naprawdę późniejszy dodatek. W 1930 roku Arcybiskup Cosmo Lang poszerzył istniejącą wcześniej w tym miejscu promenadę, oraz dodał kolejne rośliny. Całkiem współcześnie bo w 2011 roku, różankę odnowiono.


W otoczeniu wielu zachwycający Róż znalazły się sztandarowe wręcz rośliny towarzyszące, typu Gaura. Lawenda, Sedum, Agapanty (Agapanthus inapertus) Scabiosa lucida, Heleborus argutigolius, Bergenia emeiensis, Clematis 'Etoile Violette', oraz wiele wczesnowiosennych cebul, jak i jesiennych Zimowitów (Colcichum sp.).


I te Agawy, w kamiennych urnach...


Całość utrzymana w klasycznych odcieniach różu i fioletu.


Zostawiając za sobą różankę, wchodzimy do bardziej nieformalnej części ogrodu.


Znajdziemy tu min.  mieszany żywopłot wykonany z rodzimych brytyjskich gatunków drzew, i krzewów.


...a także sporych rozmiarów, sztucznie usypany pagórek, który wiosna, rozkwita, podobno, tysiącem roślin cebulowych. W chwili obecnej pokrywa go niekoszona laka.


Miłośnicy drzew, i krzewów po uważniejszym przyjrzeniu się odnajdą w ogrodzie wiele dendrologicznych smaczków.  Znajdziemy tu min. spora kolekcje Jarzębów,Magnolia grandiflora, wspomniany wcześniej Tulipanowiec a także, a może przede wszystkim niewielka jeszcze Wolemia szlachetna - (Wollemia nobillis).


Bardzo ciekawym jest tez 'The Chapel Garden' - czyli Ogród przy-kapliczny.  łany zielonej, i fioletowej Szałwi, Helicryzum, Santoliny, Kocimiętki, Kalaminty, bylicy sobotnie mieszają się ze sobą...


...tworząc jednocześnie bardzo uporządkowany ogród...


... otoczony szpalerami Jabłoni, i Gruszy.


Ukłonem do dawnego, bardziej formalnego układu, ogrodu jest spora ilość Topiarów. Chociaż kto raz zobaczył typowy angielski ogród, wie że są one tutaj nieodzownym elementem krajobrazu. 


W okresie mojego pobytu rozkwitały właśnie Hortensje, a także Fuksje zimujące w gruncie.


W ogrodzie było także sporo różnego rodzaju smaczków, nie tylko ogrodniczych. Piękne rzeźby, urocze ławki, stare donice, hydranty, oraz klimatyczne zakątki, wprost z Tajemniczego Ogrodu.


W tracie mojego pobytu od kilku tygodni panowała susza, co zresztą widać na zdjęciach, po mocno wyschniętych trawnikach. Było 30 C i żar lał się z nieba. Przyznam się szczerze że w takich warunkach ciężko jest skupić się na czymkolwiek. A jedyne o czym się marzy to butelka zimnej wody, i kawałek cienia, którego na szczęście nie brakowało.


Jak oceniam Ogród. Na duży plus. Świetnie utrzymany, nawet w trakcie trudnych warunków pogodowych. Ale z drugiej strony, co tu się  dużo dziwić w końcu to ogród jednej z ważniejszych osób w Państwie.  Bardzo klimatyczny, i pełen inspiracji. 


Co najbardziej urzekło mnie w ogrodzie? Jedna bardzo niepozorna tabliczka. Która wyraża więcej niż  tysiąc słów. Miłość do roślin, i szacunek do pracy ludzkich rąk, zamknięty w skromnych 13 słowach...


Pozdrawiam 
XOXOXO