sobota, 12 stycznia 2019

Blogowe podsumowanie 2018 roku.

Oj dawno mnie tu nie było, rzekłabym nawet że bardzo dawno. 
5 miesięcy w blogowej rzeczywistości to wieczność, a straconego czasu nie da się niestety nadrobić. 
A moze jednak ??? Praktycznie bez zapowiedzi zniknęłam z bloga, i wszystkich moich mediów społecznościowych. 

W moim życiu - prywatno zawodowym zaszło sporo zmian. Co automatycznie narzuciło większa ilość obowiązków, i dlatego prowadzenie bloga spadło gdzieś na  dalszy tor.
Ale wracam. Powoli bo powoli. Ale wracam.
Póki co częściej bywam na moim fanpage  na Facebooku TU oraz na Instagramie TU.




W 2018 udało mi się odwiedzić wiele ciekawych , i inspirujących ogrodów, oraz wystaw.
Moze w te szare i długie zimowe wieczory uda Mi się wrócić do zeszłorocznego wyjątkowo upalnego lata, i przekazać klimat tych miejsc.
W głębi duszy zazdroszczę Wam tej pięknej zimy jak macie teraz w Polsce - szczególnie na południu.

Jak narazie mam zamiar skończyć w końcu mój post odnośnie ogrodu Piet Oudolfa, który stworzył na potrzeby wystawy ogrodniczej RHS Hampton Court 2018.
Wstyd się przyznać ale post czeka już od sierpnia na edycję.

Są też ogrody zwykle zamknięte dla zwyklych smiertelnikow, oraz jak zawsze ciekawe rośliny. 


W starym dobrym stylu przejdźmy jednak do liczb.

Pomiędzy 1 stycznia a 31 grudnia 2018 roku mojego bloga:



odwiedzili goście praktycznie z całego świata.


Ale najchętniej odwiedzali mnie mieszkańcy:
3. USA
2. Francji
1. POLSKI


Wyświetliliście  go prawie 13 000 razy.
I czytaliście przez 1 minute i 4 s.
Ha wiem wszystko ! :)


Na Facebooku przybyło mi 31 obserwatorów, a na Instagramie  65.
Dużo? Mało? Cieszy każdy. 

Najchętniej czytanym wpisem na moim blogu jest niezmiennie ten o nasionach:
Chyba pora na jakieś uaktualnienie.

Jeśli interesowałyby Was statystyki z zeszłego roku to zapraszam TU.

A jeśli zapomnieliście jak wyglądam, to  powiem Wam że niewiele się zmieniłam.;)


Ten wpis dedykuję mojej Mamie.
Największemu orendnownikowi mojego powrotu na bloga.

Pozdrawiam serdecznie,
XOXOXO


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Ogród na dachu...

9-10 czerwca, odbyła się w Londynie, kolejna edycja Open Garden Weekend, czyli weekend otwartych ogrodów. W trakcie którego pasjonaci ogrodów, i ogrodnictwa wszelakiej maści mają możliwość zwiedzenia wielu ogrodów, zazwyczaj niedostępnych zwykłym śmiertelników.
W tym roku udało mi się zwiedzić, kilka z nich, a na pierwszy ogień wybrałam dla Was chyba ten najbardziej spektakularny...Cannon Bridge roof garden, czyli niesamowity ogród na dachu.


Wysoko na dachu Cannon Bridge House znajduje się ponad 4000 m2 zielonej przestrzeni, którą dopełniają niesamowite widoki na kultowe londyńskie zabytki.



Cannon Bridge House stoi na miejscu wybudowanej w 1866 roku, i położonej tuż nad brzegiem Tamizy stacji Cannon Street ( obecna stacja metra o tej samej nazwie została przeniesiona kilkaset metrów dalej w głąb ulicy).


Orginalna struktura została zaprojektowna przez Sir John Hawkshaw, John Wolfe-Barry, a dwie charakterystyczne wieże przez znanego Wam już Sir Christophera Wrena, od którym pisałam min tu. Wieże wznosiły stalowo-szklaną strukturę dachu, która chroniła perony pociagów przed warunkami atmosferycznymi. Konstukcja dachu była praktycznie ideanym półokręgiem, i o tyle nietypowa, że w trakcie II Wojny Światowej usiłowano ją chronić...
Dach zdemontowano, i wywieziono go do fabryki, w której powastał. Niestety samą stację, oraz fabrykę mocno zbombardowano, a z wojennej pożogi ocalały tylko dwie wieże, wpisane na liste zabytków.
Obecnie okalają one bardziej nowoczesny budynek biurowy, i nadają wyjatkowego charakteru ogrodowi, który znajduje się na dachu biurowca.



Sam ogród, to triumf bioróżnorodności. Znajdziemy tu idealnie wypielęgnowana trawniki, a także, a właściwie przede wszystkim różnorodne rośliny, te znane, i mniej znane.


Głównym elementem ogrodu, są idealnie wypielęgnowane angielskie trawniki. Też uwielbiacie ten moment, kiedy to  świeżo przystrzyżone, i ułożone żdzbła tworzą idealne linie?


Każda z rabat kwiatowych okalająca spore trawniki. Ma inny charakter.


Z jednej strony znajdziemy tu egzotczne Kukliki, Polygale, Rozmaryny, Hebe, czy plecione Wierzby, a wszystko to jest podsadzone nie tak zwykłymi Gerberami.


Z drugiej strony rosną tu swojskie Róże, Łubiny, Szałwie, Kukliki, czy moje ostanio ulubione Astrantie.


Gdzieniegdzie na żwirowych rabatach przycziły się kolczaste Opuncje.


A w cienistym zakątku, tuż pod schodami. Zdala od piekącego słońca, i silengo wiatru ukryły się paprocie drzewiaste, wraz z Bromeliami.


Sam ogród ciężko jest wcisnąć w jakieś ogrodowo-stylistyczne ramy. Uporządkowane trawniki, równo przystrzyżone żywopłoty przywodza na mysl typowe angielskie ogrody. 




Z drugiej jednak strony zaskakujące połączenia roślin, często pozornie do siebie niepasujących do siebie tworzą  razem swoisty eklektyczny styl niepasujący do wielkomiejskiego szyku centralnego Londynu.


Całą przestrzeń zaranżowano na stosunkowo niewielkiej warstwie ziemi (przepraszam ale nie mogę sobie przpomnieć ile dokładnie cm ma podłoże), dlatego brak tu wysokich drzew, czy krzewów. A całości dopełnia centralny sytem nawadniania który stanowczo ułatwia prace w tym miejscu.


Ogród jest integralnym elementem biurowca - Cannon Bridge House. Został stworzony z myslą o jego pracownikach. By w zabieganym programie dnia mogli chociaż chwilę oddetchnąć na łonie natury.


Niestety jak dowiedzieliśmy się od głównego Ogrodnika, bardzo rzadko wykorzystywany jest on przez pracowników biurowca. A wielu z nich nawet nie wie o jego istnieniu. 


W chwili obecnej, by zarobić na swoje utrzymanie wynajmowany jest on na różnego rodzaju imprezy okolocznościowe.


Jaka będzie jego przyszłość, czas pokaże. Czy przetrwa, i dojrzeje? Czy zniknie z powierzchni dachu dyktowany rachunkiem ekonomicznym?


Osobiście ogród bardzo mi się spodobał, i cieszę się, że mogłam go odwiedzić. Ma on niesamowitą wręcz atmosferę. Daje poczucie spokoju, i oderwania się w centrum tętniącego życiem miasta. A z ogrodniczego punktu widzenia, jest on ucztą dla ogrodniczego serca. 


Ciekawi mnie Wasza opinia, na temat tego miejsca. 
Chcielibyście pracować w takim miejscu, gdzie na dachu kryją się takie cuda?


Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO

poniedziałek, 30 lipca 2018

Mam dylemat...

Od kilku tygodni mam dylemat, a dokładnie od 3. Nie mogę zebrać się do pisania bloga.             I chociaż  w aparacie piętrzy się stos zdjęć, z wielu ciekawych miejsc, które odwiedziłam w ciągu przeciągu ostatnich kilkunastu tygodni. Jakos nie moge sie zdecydować....
To chyba przez ten upał. W Anglii nie padało od 7 tygodni, jest potwornie, jak na ta część świata gorąco, a co gorsze duszno. Nie chce się nic. Wszyscy są mega zmęczeni, po upalnych dniach, i parnych  nocach....
EDIT:  Redagując tego posta właśnie zaczęło  padać, i jest to nieskromnie mówiąc najprzyjemniejsze uczucie od kilku tygodni.

W życiu zawodowym szykują się też spore zmiany, i natłok obowiązków sprawia, że każdego dnia coraz trudniej zabrać się mi do pisania... Przede wszystkim nie potrafię zdecydować się na temat, a tych w mojej głowie nie brakuje.

Dlatego prosze Was o pomoc, i podpowiedz. O czym chcielibyście poczytać w następnym artykule na moim blogu. Możliwości są trzy:

1.  Relacja z największej, londyńskiej,  dopiero co pięknie odnowionej Palmiarni, w Królewskich Ogrodach Botanicznych Kew.



2. Relacje z jednego, z niezwykłych  ogrodów, które odwiedziłem w trakcie trwania Open Garden Weekend w czerwcu. Zwiedzilam ich kilkanascie, i na pocztątek wybiorę ten najciekawszy, i najpiękniejszy moim zdaniem.



3. Czy z relacje z tegorocznej wystawy RHS Hampton Court, i moich przemyśleń na jej temat.


Z czasem oczywiście pojawią się wszystkie z tych  artykułów, ale póki co podpowiedzcie od którego tu zacząć. 
Głosować możecie do 5 sierpnia, w komentarzach pod tym artykułem, lub na moim social media. 
Zwycięży,i jako pierwszy ukaże się oczywiście artykuł z największą liczba głosów.

Pozdrawiam serdecznie,
XOXOXO 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Niebanalne rośliny #2 Pozłotka kalifornijska (Eschscholzia californica)

Jest rok 1816, gdzieś  u wybrzeży Kalifornii, na rosyjskim statku badawczym Ruryk siedzi dwóch przyjaciół Johann Friedrich Eschscholz, oraz Adelbert von Chamisso.
Właśnie wrócili z stałego lądu. Wraz z nimi na statek trafiły steki, często nieznanych roślin.


Jednym z nich była Pozłotka kalifornijska, zwana też Maczkiem kalifornijskim. Do 1816 roku znana tylko ówczesnym mieszkańcom Kalifornii, i w ogóle niesklasyfikowana.
W 1820 roku, w końcu oznaczona przez Chassimo, i nazwana na cześć jego najlepszego przyjaciela Eschscholzią kalifornijską (Eschsocholzia californica).


Nazwa Eschscholzia przyprawia mnie wręcz o dreszcze, i nie zdajecie sobię sprawy, ile razy można zrobić błąd w pisowni jednego tylko wyrazu. Dlatego by ukoić moje skołatane nerwy, ale także by i Wam czytało się lepiej Eschscholzię (wrrr...dlaczego ja to sobie robię) od tej pory będę nazywać Pozłotką. Określenie Maczek, jakoś do mnie mało przemawia, chociaż należy do tej samej rodziny Makowatych. To polska nazwa Pozłotka bardziej oddaje charakter tych roślin.


Zwykle cztery pomarańczowe płatki, błyszczą się w słońcu, niby pokryte cienką warstwa złota (pozłotka włąśnie). Na świecie występuje wiele odmian  Pozłotki. Różnią się one między sobą budową kwiatu, oraz jego kolorem.


Są zatem kwiaty pojedyńcze, o charakterystychnych dla tego gatunku, czterech płatkach. Jak i odmiany półpełne, gdzie płatków, jest już więcej. Są kwiaty o kolorze kości słoniowej, fioletowe, żółte, czerwonawe, rzadziej różowe, ale przede wszystkim pomarańczowe.


Pozłotka najlepiej roślnie na miejscach słonecznych, glebach lekkich, piaszczystych. świetnie wygląda na róznego rodzaju skalniakach.
Słabo radzi sobie nawet w najmniejszym półcieniu. Nie ma wówczas szan na kwitnienie.


W swojej rodzimej Kalifornii, pokrywa ogromne przestrzenie, tworząc morze pomarańczowych kwiatów. Najbardziej znany Antelope valley Califonia Poppy Reserve póżna wiosną- wczesnym latem pokrywa się w całości prawie 706 ha Maczków kwitnących jednocześnie.


Maczek kalifornijski jest rośliną jednoroczną. Najlepiej sprawuje się wysiany z nasion, wprost na miejsce docelowe. Chodziaż dobrze wschodzi w rozsadniku, słabo znosi pikowanie, a póżniej wysadzanie na miejsce stałe.


Nie dajcie się jednak zwieść tej niewielkiej roślince. Raz wprowadzonego do ogrodu, bardzo trudno się go póżniej pozbyć. Sprawy nie ułatwiają jego torebki nasienne, które pod wpływem najmniejszego nawet dotyku wyrzucają nasiona na spore odległości.
A, że nasiona (przynajmniej tu w UK) zimują dobrze, chcąc czy nie chcąc macie gwarantowane kilka następnych lat wraz z Pozłotką.


Na koniec dodam jeszcze, że Eschscholzie są bardzo cennymi roślinami pożytkowymi pszczół, ze względu na bardzo dużą produkcję pyłku.
Dlatego może warto zaprosić go do Waszych ogrodów?

Zdjęcia Pozłotek z dzisiejszego postu zostały zrobione, w Kew Gardens, na skalniaku obok Princess of Wales Conservatory.
Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO

niedziela, 17 czerwca 2018

Czarny - Czarny Bez.

Czerwiec to okres kwitnięcia Czarnych bzów. W Anglin rosną dosłownie wszędzie. Na skrajach ścieżek, poboczach dróg, w zaroślach, oraz na skrajach lasów. W Polsce zwykle spotykam je na terenie starych domostw, dlatego zaskoczyła mnie jego wszędobylskość tu w Anglii.


Z tego co wyczytałam już znacznie później,  Czarny bez  (Sambucus nigra) jest szeroko rozpowszechniony w Polsce, jak i w całej Europie. Uprawiany od wieków, ze względu na swoje właściwości lecznicze, i nikt tak naprawdę nie wie skąd do końca pochodzi...


Od dobrych kilku lat obserwuje wielki powrót czarnych bzów do ogrodów angielskich. Szczególnie jego czarnych odmian.


Chyba jedną z najładniejszych ciemnych odmian  Czarnego bzu (Sambucus nigra) są ' Gerda' synonim 'Black Beauty', oraz 'Black Lace', o dużo bardziej powcinanych liściach.


Kolor liści tych  sporych rozmiarów krzewów określany jest często mianem bordowego. I tu nie do konca mogę się z tym zgodzić. Dla mnie jest to bardziej bardzo mocnej śliwki, lub ciemnej purpury. Zdecydowanie dużo chłodniejszy, przez co ładnie komponuje się z wieloma roślinami.


Już młode liście przybierają charakterystyczny dla tych odmiany kolor, który utrzymuje się na roślinie aż do jesieni, i opadają praktycznie w niezmienionym stanie.
Końcem maja, początkiem czerwca na roślinach zaczynają pojawiać się charakterystyczne dla Czarnego bzu płaskie baldachy różowych kwiatów.  Których kolor w miarę przekwitania blednie.


Czarne bzy są krzewami praktycznie bezobsługowymi, rosną dobrze na każdych glebach, od piaszczystych, po gliniaste, i wapienne.  Praktycznie nie choruje, czasami mogą doskwierać mu mszyce. Szybko rośnie, i już po kilku latach tworzy ładna zwartą kepę. Co ważniejsze dobrze znosi nawet mocne cięcie, przez co łatwo utrzymać go w ryzach.


To chyba dzięki tym zaletom , od kilku lat obserwuje znaczący wzrost popularności tych krzewów, zarówno w zieleni miejskiej, jak i ogrodach prywatnych.


Po raz piewrszy zobaczyłam go na placu zabaw, który często odwiedzam.


W Londynie znajdziecie go w wielu parkach, jak i prywatnych kolekcjach.


W czasie ostatniego weekendu otwartych ogrodów, widziałam go w wielu zestawieniach, zarówno z roślinami zimozielonymi, jak, i bylinami, czy różami.  Przyznać muszę, że praktycznie w każdym zestawieniu wyglądał bardzo dobrze.


Opócz tych odmian na rynku znajdziemy wiele im podobnych czarnych odmian Czarnego bzu min 'Eiffel' czy 'Eva'. Różnić się one będą zwykle pokrojem liści. Jeśli czarny kolor jest jednak nie dla Was, może jasno żółty 'Aurea', lub pstrokaty bez odmiany 'Variegata' będzie dla Was?


I na koniec mała ciekawostka. Obumarłe krzewy stają się siedlistkiem bardzo smacznych, jadalnych, i przypominających uszy grzybów - Uszaków bzowych.


Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO