piątek, 26 czerwca 2015

Tam gdzie uczą się studenci...cz.2

Kilka dni temu (Tutaj) pisałam Wam o ogrodach różanych Caple Manor. Dziś zapraszam Was na dalszą część spaceru, po tym cudownym zakątku.


Tak jak już wcześniej wspominałam ogród położony jest na 13 akrach ziemi. Całą przestrzeń podzielono na kilkadziesiąt różnorakich, mniejszych lub większych ogrodów pokazowych.

 

Znalazło się tu zatem miejsce dla pięknie wypielęgnowanych ogrodów w stylu francuskim.


Tradycyjnych angielkich rabat bylinowych,


które zachycały mnogością odmian.

 

Był ogród inspirowany twórczością, Viventa van Gogh, gdzie podstawą były róznego rodzaju trawy.

  

Był także ogród, w całości oparty na recyklingu, gdzie wszystkie rzeżby, a nawet ziemia powstały z surowców wtórnych...


...oraz niewielki ogród w stylu japońskim, który w tym momencie przechodził akurat renowację.




W którą  stronę bym nie spojarzała cały czas zaskakiwało mnie coś nowego, a tu stary mur ukryty wśród paproci...


...to znów klasyczne rzeżby, wciśnięte pomiędzy idealnie wypielęgnowane żywopłoty.

Gdzie się nie obrócić cały czas nowego.


W ogrodzie zaskoczyła mnie stosunkowa duża ilość szklarni, i szklarenek, każda wykorzystywana do innych celów.




Była także spora ilość róznorakich zbiorników wodnych. Począwszy od klasycznegojeziora z uroczą klasycystyczną altaną widokową...



 Poprzez naturalistyczny staw...


...aż do oczka wodnego, ponownie inspirowanego japońskimi ogrodami.


To co najbardziej sppodobało mi się w tym ogrodzie, to popierwsze labirynt ogrodowy, wykonany ze strzyżonych Ostokrzewów (Ilex sp). Chociaż niewielki w swych rozmiarach, okazał się sporą przeszkodą, dla moich towarzyszy. W moim przypadku labirynty to taka ukryta miłoś. nie przejdę obojętnie, obok żadnego z nich. Na szczęscie, w Anglii, są one dość popularnym elementem ogrodowym.

Widok z platwormy, w centrum labiryntu, na stare wiktoriańskie stajnie.
Drugą rzeczą, a właściwie ogrodem, był niewielki warzywnik. Wciśnięty trochę na uboczu, z dala od utartych szlaków, jedynak pięknie zagospodarowany. Taki swojski. Z warzywami, których pozazdrościłby nie jeden ogrodnik.



Jedyne czego zabrakło w tych ogrodach to tabliczek z nazwami roslin, szczególni tych rzadszych, lub starych odmian. O tyle to dziwne, że jest to jednak ogóród przy uczelni, w których szkoli się mlodych ogrodników.

Zimozielona Magnolia grandiflora.
Stąd też moje pytanie do Was moi drodzy. Czy ktoś z Was zna roślinę z poniższego zdjęcia, gdyż od kilku dni nie daje mi ona, spokoju :)


Ufff, dotarliśmy do końca :) Post długi, ale gdybym nie pokazała Wam wszystkich tych inspirujących zakątków, miałabym wrażenie, że ten wpis byłby jakiś niepełny... Obiecuję następnym razem trochę krótszy wpis.

Pozdrawiam serdecznie.
XOXOXO

4 komentarze :

  1. Obejrzałam obie części, jestem pod wrażeniem. Piękne miejsce o zacnej funkcji. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, o tym miejscu można by jeszcze długo opowiadać. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Cudowne miejsce. Szkoda, że u nas nie ma takiej uczelni, by adepci ogrodnicy mogli dotknać i poznawać rośliny w realnym świecie. Niestety nie znam tej rosliny. Podobna do przetacznika, ale to nie to. Pozdrawiam serdecznie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studiowanie na takiej uczelni, jest napewno sporą przyjemnością :) Pozdrawiam

      Usuń